Poniżej zamieszczam notatki i refleksje na temat procesu adaptacji tekstu dramatycznego na język obrazu na podstawie pisania tekstu dramatycznego oraz wykonania ilustracji i komiksu na podstawie fragmentu sztuki w ramach stypendium KPO 2025.
W ramach poniższych refleksji chcę nazwać i utrwalić wnioski wyłaniające się z pierwszego, empirycznego badania przeze mnie tematu adaptacji sztuk dramatycznych. W przyszłości chciałabym rozwinąć temat adaptacji wizualnych tekstów dramatycznych i przeprowadzić analizę wykraczającą poza własne doświadczenia. Wszystkich zainteresowanych tą tematyką zapraszam do lektury.
Czy wizualne opracowanie sztuk teatralnych pobudziłoby zainteresowanie dramatem jako gatunkiem literackim wśród czytelników oraz wydawnictw?
Projekt „Od słowa do obrazu” zakłada między innymi zbadanie, w jaki sposób ilustracja mogłaby wzbogacać tekst napisany dla teatru. Czy tekst wzbogacony o dodatkową adaptację wizualną lub zaadaptowany na komiks zainteresowałby czytelników, zwiększając zainteresowanie dramatem jako gatunkiem literackim?
W punkcie styku sztuk teatralnych i wizualnych dostrzegam czułość na metaforę i abstrakcję – przestrzeń, w której słowo i obraz wzajemnie się przenikają, otwierając nowe, angażujące sposoby opowiadania o złożoności współczesnego świata.
O wizualnej stronie traktu dramatycznego
Od niedawna rozwijam się pisząc sztuki teatralne. Poza samą opowieścią fascynujący jest sposób w jaki forma tekstu dramatycznego tę historię prowadzi. Już podział dialogów na postaci ma znaczenie dla odbioru wizualnego tekstu. Odkryłam jak duże, gdy w sztuce, nad którą obecnie pracuję nazwałam swoich bohaterów JOT, ZET i ER. Niby wszytko było w porządku, ale gdy wracałam do wcześniej napisanych fragmentów, zamieniając się w czytelnika swojego tekstu, czułam, że wizualnie nie jest dla mnie intuicyjne, która postać się wypowiada. Ich imiona były zbyt zbliżone.

Po testach stwierdziłam, że największy problem stanowi para ER i ZET, prawdopodobnie przez literę E. Gdy ZET zamieniłam na SZY tekst znowu stał się dla mnie czytelny. Skojarzyło mi się to z projektowaniem postaci w filmie animowanym lub komiksie i radami by starać się je wizualnie rozróżnić. Można to zrobić za pomocą wpisania jednej postaci w duże koło, a drugiej w mały prostokąt (Asterix i Obelix).

Czy zatem imiona postaci poza znaczeniowym oraz brzmieniowym (Szy kontra Er) charakterem, oddziaływują na czytelnika również wizualnie? Według mnie tak. Litery jako obiekty okrągłe, kanciaste, podłużne zawieszone nad każdą kwestią tworzą specjalne przestrzenie, mównice dla swoich postaci. Im dalej jesteśmy w tekście tym bardziej intuicyjne staje się ich rozpoznawanie. Co się stanie gdy to imię, stały znak postaci, zacznie drżeć? Czy zadziała to na nasz odbiór?

A co jeśli imię jednej z postaci będzie zajmowało więcej przestrzeni niż pozostałe? Czy to tak jakby zajmowała ona więcej przestrzeni na scenie? Można dalej rozważać performatywne potencjały zapisu i być może to byłby świetny moment, żeby wziąć na warsztat przykłady autorów, którzy wyrażali się poprzez oryginalną formę zapisu. W obecnym notatniku refleksji skupiam się jednak wyłącznie na własnym studium przypadku, toteż wracam do przykładów swoich małych eksperymentów.
Interesująca przestrzenią jest zapis wypowiedzi bohatera. Można udynamicznić ją na wiele sposobów i chyba te transformacje są właśnie najczęściej spotykane w dramatach. Podczas pisania swojej pierwszej sztuki „Wyszłam za mąż z grzeczności” towarzyszyłam bohaterce, która konfrontowała się ze swoimi bliskimi, starając się znaleźć granice chroniące jej własną tożsamość.
Czułam, że poza zapisanymi kwestiami, dużo jej myśli pozostaje niewypowiedzianych. Zaczęłam je spisywać, ale wiedziałam, że moja bohaterka nie powiedziałaby ich na głos w scenie ze swoją matką czy partnerem. To napięcie i niemożliwość powiedzenia czegoś wydała mi się ciekawa. Może był to już zalążek do pracy z aktorem, lecz w trakcie powstawania wspomnianego tekstu, o wykonaniu i aktorach nie było jeszcze mowy. Do wyrażenia niemówienia wykorzystałam przekreślenie. Intryguje mnie jego pojawienie się w narzędziach do edycji tekstu. Przekreślenie tak potrzebne w świecie analogowych zapisków przybyło do miejsca, gdzie możemy jednym klawiszem usunąć to co nam się podoba. Dlaczego? Dla mnie ten znak stał się manifestem myśli, które już w nas krzyczą ale nie znajdują odwagi do wyjścia. Do grzecznej postaci z mojej pierwszej sztuki pasowało idealnie. Choć z perspektywy czasu, myślę, że był tam potencjał by jeszcze bardziej wykorzystać to narzędzie.
Lubię ten zabieg. Kojarzy mi się z ruchem kamery lub montażowym skokiem. Dopiero jeśli chwilę popatrzę na milczącą postać Li to wypowiedź Jul nabiera odpowiedniego sensu. Można zadać wtedy pytanie: o czym milczy? Jeśli tekst byłby odbierany wyłącznie przez czytelnika to czy taki zabieg częściowo nie wynagradza braku interpretacji aktorskiej? Urozmaica montaż dialogu dodając nieme ujęcia postaci. Wprowadza ciszę, która wstrzymuje rozpędzone wiersze tekstów i pomaga uchwycić klimat sceny. Zachwyca mnie tajemnicza pustka, która widoczna jest wówczas pod imieniem postaci. Zupełnie odwrotnie, niż przy przekreśleniu – tym razem nie mam dostępu do jej myśli. Namiastka magii, podobna do tej, która wytwarza się na scenie, gdy aktorom uda się trwać tu i teraz, w niewiedzy co wydarzy się zaraz.
Bardziej oswojona pustka, czyli niezapisana płaszczyzna na bokach stron jest całkiem obszerna w tradycyjnym zapisie dramatu. Światło strony tworzy przyjemną przestrzeń pobudzającą do działania wyobraźni czytelnika lub w wypadku zastosowania użytkowego dla notatek reżysera, scenografki, kompozytora, aktorki itd. Sama pracując z tekstem na próbach rysowałam w tych przestrzeniach różne rzeczy i to skłoniło mnie do refleksji nad możliwością zilustrowania sztuki teatralnej. Wyobraźmy sobie ilustrowany teatr absurdu! Ilustrowany dramat dla dzieci! Adaptację sztuki w formie komiksu! W odpowiedzi na wykrzykniki zachwytu – to wszystko już istnieje. Mam nadzieję zrobić w przyszłości przegląd prac i przyjrzeć się z jakim powodzeniem zostało to zrealizowane, co jest ciekawe, co nieudane. Teraz ponownie wracam do refleksji opartych na własnych doświadczeniach.
Autorskie próby adaptacji wizualnych.
Stworzyłam ilustrację do jednej ze scen sztuki „Współlokatorki” oraz wykonałam adaptacje komiksową sceny z innego dramatu.
Pytania jakie sobie zadałam:
- Czy jest to cenne rozszerzenie pracy dramaturgicznej dla autora?
- Co może zyskać czytelnik sztuki teatralnej dzięki dodatkowym środkom wyrazu?
- Czy wizualne interpretacje mogą stanowić dodatkową inspirację dla twórców teatralnych, czyli podążając za użytkową formą tekstu czy raczej będą ograniczać ich wyobraźnię

