OD SŁOWA DO OBRAZU

Poniżej zamieszczam notatki i refleksje na temat procesu adaptacji tekstu dramatycznego na język obrazu na podstawie pisania dramatu oraz wykonania ilustracji i komiksu na podstawie fragmentu sztuki w ramach stypendium KPO 2025.

W ramach poniższych refleksji chcę nazwać i utrwalić wnioski wyłaniające się z pierwszego, empirycznego badania przeze mnie tematu wizualnej adaptacji sztuk dramatycznych. W przyszłości chciałabym rozwinąć temat i przeprowadzić analizę wykraczającą poza własne doświadczenia. Wszystkich zainteresowanych tą tematyką zapraszam do lektury.

28.02.2026r.

Czy wizualne opracowanie sztuk teatralnych pobudziłoby zainteresowanie dramatem jako gatunkiem literackim wśród czytelników oraz wydawnictw?

Projekt „Od słowa do obrazu” zakłada między innymi zbadanie, w jaki sposób ilustracja mogłaby wzbogacać tekst napisany dla teatru. Czy tekst wzbogacony o dodatkową adaptację wizualną lub zaadaptowany na komiks zainteresowałby czytelników, zwiększając zainteresowanie dramatem jako gatunkiem literackim?
W punkcie styku sztuk teatralnych i wizualnych dostrzegam czułość na metaforę i abstrakcję – przestrzeń, w której słowo i obraz wzajemnie się przenikają, otwierając nowe, angażujące sposoby opowiadania o złożoności współczesnego świata.

O wizualnej stronie tekstu dramatycznego

Od niedawna rozwijam się, pisząc sztuki teatralne. Poza samą opowieścią fascynujący jest sposób, w jaki forma tekstu dramatycznego tę historię prowadzi. Już podział dialogów na postaci ma znaczenie dla odbioru wizualnego tekstu. Odkryłam, jak duże, gdy w sztuce, nad którą obecnie pracuję, nazwałam swoich bohaterów JOT, ZET i ER. Niby wszystko było w porządku, ale gdy wracałam do wcześniej napisanych fragmentów, zamieniając się w czytelnika swojego tekstu, czułam, że wizualnie nie jest dla mnie intuicyjne, która postać się wypowiada. Ich imiona były zbyt zbliżone.

Po testach stwierdziłam, że największy problem stanowi para ER i ZET, prawdopodobnie przez literę E. Gdy ZET zamieniłam na SZY, tekst znowu stał się dla mnie czytelny. Skojarzyło mi się to z projektowaniem postaci w filmie animowanym lub komiksie i radami, by starać się je wizualnie rozróżnić. Można to zrobić za pomocą wpisania jednej postaci w duże koło, a drugiej w mały prostokąt (Asterix i Obelix).

Czy zatem imiona postaci, poza znaczeniowym oraz brzmieniowym (Szy kontra Er) charakterem, oddziałują na czytelnika również wizualnie? Według mnie tak. Litery jako obiekty okrągłe, kanciaste, podłużne, zawieszone nad każdą kwestią, tworzą specjalne przestrzenie, mównice dla swoich postaci. Im dalej jesteśmy w tekście, tym bardziej intuicyjne staje się ich rozpoznawanie. Co się stanie, gdy to imię, stały znak postaci, zacznie drżeć, na przykład poprzez zmianę zapisu, rozkładu liter lub rytmu pojawiania się na stronie? Jak zadziała to na nasz odbiór?

A co jeśli imię jednej z postaci będzie zajmowało więcej przestrzeni niż pozostałe? Czy to tak, jakby zajmowała ona więcej przestrzeni na scenie? Można dalej rozważać performatywne potencjały zapisu i być może to byłby świetny moment, żeby wziąć na warsztat przykłady autorów, którzy wyrażali się poprzez oryginalną formę zapisu. W obecnym notatniku refleksji skupiam się jednak wyłącznie na własnym studium przypadku, toteż wracam do przykładów swoich małych eksperymentów.

Interesującą przestrzenią jest zapis wypowiedzi bohatera. Można udynamicznić ją na wiele sposobów i chyba te transformacje są właśnie najczęściej spotykane w dramatach. Podczas pisania swojej pierwszej sztuki „Wyszłam za mąż z grzeczności” towarzyszyłam bohaterce, która konfrontowała się ze swoimi bliskimi, starając się znaleźć granice chroniące jej własną tożsamość.

Czułam, że poza zapisanymi kwestiami dużo jej myśli pozostaje niewypowiedzianych. Zaczęłam je spisywać, ale wiedziałam, że moja bohaterka nie powiedziałaby ich na głos w scenie ze swoją matką czy partnerem. To napięcie i niemożliwość powiedzenia czegoś wydały mi się ciekawe. Może był to już zalążek do pracy z aktorem, lecz w trakcie powstawania wspomnianego tekstu o wykonaniu i aktorach nie było jeszcze mowy. Do wyrażenia niemówienia wykorzystałam przekreślenie. Intryguje mnie jego pojawienie się w narzędziach do edycji tekstu. Przekreślenie, tak potrzebne w świecie analogowych zapisków, przybyło do miejsca, gdzie możemy jednym klawiszem usunąć to, co nam się podoba. Dlaczego? Dla mnie ten znak stał się manifestem myśli, które już w nas krzyczą, ale nie znajdują odwagi do wyjścia. Jednocześnie pozostają obecne w strukturze tekstu. Do grzecznej postaci z mojej pierwszej sztuki pasowało idealnie. Choć z perspektywy czasu myślę, że był tam potencjał, by jeszcze bardziej wykorzystać to narzędzie.

Drugim napisanym przeze mnie tekstem są „Współlokatorki”, opowieść o relacji trzech kobiet. Pojęcie relacji będzie tu kluczowe, bo na tym opiera się cała struktura tekstu. Łatwo było zapisać ich rozmowy, kłótnie, pojednania, ale jak wyrazić wymowne milczenie? Starałam się możliwie mało korzystać z didaskaliów, podejmując wyzwanie „opisz, co się dzieje wyłącznie w dialogach”. Jak bez didaskaliów opisać ciszę? Jak nakierować uwagę czytelnika na milczącą postać bez reakcji partnera „dlaczego milczysz”?

Lubię ten zabieg. Kojarzy mi się z ruchem kamery lub montażowym skokiem. Dopiero jeśli chwilę popatrzę na milczącą postać Li, to wypowiedź Jul nabiera odpowiedniego sensu. Można zadać wtedy pytanie: o czym milczy? Jeśli tekst byłby odbierany wyłącznie przez czytelnika, to czy taki zabieg częściowo nie wynagradza braku interpretacji aktorskiej? Urozmaica montaż dialogu, dodając nieme ujęcia postaci. Wprowadza ciszę, która wstrzymuje rozpędzone wiersze tekstów i pomaga uchwycić klimat sceny. Zachwyca mnie tajemnicza pustka, która widoczna jest wówczas pod imieniem postaci, fizyczna przerwa w tekście, zapis milczenia. Odwrotnie niż przy przekreśleniu, bo tym razem nie mam dostępu do jej myśli. Namiastka magii, podobna do tej, która wytwarza się na scenie, gdy aktorom uda się trwać tu i teraz, w niewiedzy, co wydarzy się zaraz.

Bardziej oswojona pustka, czyli niezapisana płaszczyzna na bokach stron, jest dość obszerna w tradycyjnym zapisie dramatu. Światło strony tworzy przyjemną przestrzeń, pobudzającą do działania wyobraźni czytelnika lub w wypadku zastosowania użytkowego dla notatek reżysera, scenografki, kompozytora, aktorki itd. Pracując z tekstem na próbach, rysowałam w tych przestrzeniach różne rzeczy i to skłoniło mnie do refleksji nad możliwością zilustrowania sztuki teatralnej. Wyobraźmy sobie ilustrowany teatr absurdu! Ilustrowany dramat dla dzieci! Adaptację sztuki w formie komiksu! W odpowiedzi na wykrzykniki zachwytu – to wszystko już istnieje. Mam nadzieję zrobić w przyszłości przegląd prac i przyjrzeć się, z jakim powodzeniem zostało to zrealizowane, co jest ciekawe, co nieudane. Teraz ponownie wracam do refleksji opartych na własnych doświadczeniach.

 

Autorskie próby adaptacji wizualnych

W ramach nauki rysowania i stypendium KPO stworzyłam ilustrację do sceny ze sztuki „Współlokatorki” oraz wykonałam adaptację komiksową innego mojego dramatu.

Pytania, jakie sobie zadałam:
Co daje autorowi podobne rozszerzenie pracy dramaturgicznej?
Co czytelnik sztuki teatralnej może zyskać dzięki dodatkowym środkom wyrazu? Czy to zawsze zysk?
Czy wizualne interpretacje mogą stanowić dodatkową inspirację dla twórców teatralnych, opierających się na użytkowej formie tekstu?

Ilustracja do sceny ze sztuki „Współlokatorki”

Spełniłam pragnienie uwiecznienia wizji, która pojawiała mi się podczas pisania. Ze względu na dopiero rozpoczęty rozwój umiejętności ilustratorskich przekład nie jest doskonały. Natomiast zawiera odbicia wyobrażenia rozkładu mieszkania, jakie miałam, pisząc dramat. W tym wypadku była to wizja dość realistycznego miejsca, wiedziałam, gdzie stoi łóżko, biurko i gdzie jest kuchnia. Musiałam to wiedzieć, bo lokatorki współistniały w określonej przestrzeni, przeszkadzały sobie nawzajem lub ukrywały przed sobą rzeczy.
W mojej ilustracji najbardziej wyrazisty jest wygląd postaci. W trakcie pisania zakładałam, że opisywane bohaterki stanowią elementy rozbitej jedności. Idąc za tą myślą, przestrzeń mieszkania oddaje metaforę jednostki, zamieszkałej przez skłócone byty. Czyli człowiek z konfliktem wewnętrznym, upraszczając, sama siebie. Mieszkanie staje się tu obrazem jednej osoby, a lokatorki odłamkami jej wewnętrznych sprzeczności. Rysując, założyłam, że postaci mogą mieć akcenty ludzkich postaci, ale jako odłamki osobowości nie powinny być zbyt konkretne. Stąd ich wygląd. Ilustratorka podążyła za myślą autorki, która w tym wypadku jest tą samą osobą. To trochę jak z reżyserem, który realizuje na scenie swój tekst. Częściej zgadza się z nim niż kłóci. Można w tym miejscu zadać pytanie, czy interpretacyjnie ciekawszym nie byłoby adaptowanie tekstu innego autora? Możliwe. Można też uważnie unikać powtarzania po sobie. Lub wcale się tym nie przejmować i skupić się na spełnianiu swoich autorskich pragnień.
Grą z tekstem było dla mnie narysowanie sceny, która w dramacie wygląda inaczej, potraktowanie ilustracji jako alternatywnej wersji zdarzenia, a nie jego dosłownego zapisu. W tekście bohaterki rozmawiają o pająku, który został zabity w łazience w akcie samoobrony lub paniki jednej z nich. Podczas rozmowy dywagują, czy gdyby pająki miały pyszczki, gdyby były trochę podobne do ludzi, to czy też zabijalibyśmy je w panice? W odpowiedzi na ich rozważania narysowałam scenę, w której to inna lokatorka robi zamach klapkiem na jeszcze żyjącego pająka z twarzą.

Mam poczucie niedosytu związane z ilustracją. Próba była za mała. Jeden tekst i to jeszcze widziany przeze mnie w realistycznej scenerii nie wystarczy, by zbadać potencjał ilustracji w dramacie. Jestem szalenie ciekawa, jak sprawa miałaby się w przypadku abstrakcyjnego, groteskowego tekstu. Lub komedii? Czy można podbić lub podważyć gatunek ilustracją? Będę to testować dalej.

Co daje autorowi podobne rozszerzenie pracy dramaturgicznej?
Jak zabawę wizualną potraktowałam odpowiedź na pytanie „a co jeśli”. A co jeśli ten pająk rzeczywiście ma twarz i gdyby to Li go znalazła? To pytanie jest popularne w pracy nad rolą, jako narzędzie rozszerzania świata, wyobraźni.

Co czytelnik sztuki teatralnej może zyskać dzięki dodatkowym środkom wyrazu? Czy to zawsze zysk?
Tu mam wątpliwość. Czytelnik może zacząć osadzać to w świecie, który zasugerowałam, i nie wiem, czy to mi się podoba. Czy nie lepiej, żeby wyobraźnia działała, tworząc kolejne inscenizacje? Równocześnie czytelnik może dzięki ilustracji odkryć dodatkowe komunikaty, które w tekście są na pierwszy rzut oka niewidoczne i na światło dzienne wydobyłaby je dopiero interpretacja aktorska.

Czy wizualne interpretacje mogą stanowić dodatkową inspirację dla twórców teatralnych, opierających się na użytkowej formie tekstu?
Myślę, że tak. Ilustracja może być pierwszym małym wkładem w dyskusję o wizualnej adaptacji scenicznej, np. „w taki sposób tego nie zrobimy” albo „ten kierunek myślenia jest ciekawy”. To już jakiś punkt wyjścia. Dla mnie w wizualnych poszukiwaniach bardzo cenne są wszystkie stopnie mijane po drodze, te, które omijam i z których rezygnuję również.

Komiks na podstawie sceny dramatycznej

Narysowałam cztery plansze komiksu do nowego tekstu. Układ plansz komiksowych to myślenie o opowieści językiem filmu. Tutaj zbliżenie, tu plan ogólny. Rozpisanie sceny teatralnej do komiksu wymagało decyzji dotyczących scenografii, obsady, klimatu i rytmu sceny. To już coraz bliżej reżyserii. Komiks daje niesamowite możliwości, jeśli chodzi o realizację didaskaliów oraz interpretację tekstu. Moje próby wyrażenia w tekście myśli bohatera tutaj realizowane są w specjalnej chmurce od myślenia. Krzyk i złość również można podbić wyglądem okienka lub liter. Jeszcze bardziej nieskrępowany format komiksowy staje się medium do pokazania emocji.
Jest jeszcze przestrzeń między kafelkami. Mityczna przestrzeń, o której mówi się, że tu dzieje się magia w głowie odbiorcy, czyli miejsce, w którym czytelnik sam dopowiada ruch, czas i tworzy ciąg wydarzeń. Zaciekawia mnie ta przestrzeń i choć wiele komiksiarzy rezygnuje z niej na rzecz bardziej dynamicznych przejść, to ja jeszcze mam ochotę ją zostawić, patrzeć między linie. Czy w tych szczelinach znajdę coś ciekawego? Czy pojawi się tam narrator opowieści? Czy pojawią się tam myśli głównego bohatera? Czy pojawią się tam kolory, odbijające jego emocjonalny stan? A może ta biała pustka jest teraz najbardziej potrzebna, jako miejsce na projekcję emocji i sensów, które nie chcą zostać dopowiedziane?